Awarie komputerowe są bardzo dotkliwe. I komplikują, komplikują i komplikują. I choć wiele rzeczy można załatwić przez telefon... niektóre - cóż, musiały poczekać do dziś.
Prawie działa :) Prawie szybko:) Ale na nowy sprzęt nie ma co liczyć, zatem - nadrabiam zaległości. Pierwsza seria uzupełnionych niedzielnych śniadań. A w kolejnych postach - różne tutki, które udało mi się w ostatnim czasie przygotować, a nigdy nie zostały opublikowane :)
Zaległe 13/52
Ja: z rogalikiem. I kawą, czyli śniadanie ulubione.
Z. i J. - osłabieni i podsypiający
W. i T. - w rozjazdach skautowych, czyli na śniadanie kanapka w drodze.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sunday Family Breakfast Project. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sunday Family Breakfast Project. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 kwietnia 2014
środa, 19 marca 2014
10/52
Grzanki. Nie ma nic lepszego. Najprostsze - cebulka, pomidor i nieco sera na razowym chlebie. Uwielbiam ich chrupkość, rozgrzane do nieprzytomności pomidory parzące w usta i nitki sera. Pycha.
A jak się ma dużo energii po śniadaniu - można zasiadać do pracy. Sobota to zdecydowanie czas z Padre.
A jak się ma dużo energii po śniadaniu - można zasiadać do pracy. Sobota to zdecydowanie czas z Padre.
piątek, 21 lutego 2014
7/52
W drodze. Było, minęło. Czas bez dzieci mija znacznie szybciej. Zrobiłam
mniej niż miałam w planach. Mieszkanie wcale nie wygląda lepiej i nie
udało mi się zlikwidować kosza prania... że się obijałam? No właśnie
wcale nie!
Jedno pewne. Im więcej mam na głowie, tym lepiej jestem zorganizowana. Też tak macie?
W miniony weekend wyjeżdżaliśmy wczesnym rankiem. Było jeszcze ciemnawo. Śniadanie w biegu. Na jednej nodze. Tak jak nie znoszę. Tak jak lubi w ferworze Raisenfieber W. A dziś znów piątek i za dwa dni kolejna niedziela projektu.
J. cała zadowolona. Jest absolutnym aniołem i świetnie znosi nasze wojaże
T. very healthy breakfast :) Batonik sezamowy.
Z. Banan. "Obierzesz mi?" "Zobacz, Twoje ręce są do tego świetne!" ;)
W. "Zrobiłaś mi herbatę? Zasypiam..."
Jedno pewne. Im więcej mam na głowie, tym lepiej jestem zorganizowana. Też tak macie?
W miniony weekend wyjeżdżaliśmy wczesnym rankiem. Było jeszcze ciemnawo. Śniadanie w biegu. Na jednej nodze. Tak jak nie znoszę. Tak jak lubi w ferworze Raisenfieber W. A dziś znów piątek i za dwa dni kolejna niedziela projektu.
J. cała zadowolona. Jest absolutnym aniołem i świetnie znosi nasze wojaże
T. very healthy breakfast :) Batonik sezamowy.
Z. Banan. "Obierzesz mi?" "Zobacz, Twoje ręce są do tego świetne!" ;)
W. "Zrobiłaś mi herbatę? Zasypiam..."
czwartek, 6 lutego 2014
5/52
Nie ma lekko. W domu, fanów projektu jak na lekarstwo.... No, 2 do 2. najmłodsze jeszcze nie ma zdania.
Ale nie ustaję w próbach.
A w miniona niedzielę było tak... Ostatnie ujęcie z choinką, rytualnie rozebraną popołudniu onej niedzieli. Próba zaplanowania kolejnego tygodnia i zdziwienie nad tym jak samodzielna robi się ferajna. T. zapragnął myć naczynia. J. rwie się do siadania i denerwuje się jak wypadnie jej uluiona-ugryziona zabawka.
No i silne veto Z.
Z.: "No mamo! Przestań!" Właściwie mogłabym poprosić, by dzieciak się poprzebierał w różne ubrania i mam z głowy sesję na najbliższe tygodnie. Jeśli tendencja się utrzyma - jajecznica z patelni górą!
T.: Poproszę kaszę.
W.: Hmm. Sytym.
J.: Rośnie... przerażająco szybko...
Ale nie ustaję w próbach.
A w miniona niedzielę było tak... Ostatnie ujęcie z choinką, rytualnie rozebraną popołudniu onej niedzieli. Próba zaplanowania kolejnego tygodnia i zdziwienie nad tym jak samodzielna robi się ferajna. T. zapragnął myć naczynia. J. rwie się do siadania i denerwuje się jak wypadnie jej uluiona-ugryziona zabawka.
No i silne veto Z.
Z.: "No mamo! Przestań!" Właściwie mogłabym poprosić, by dzieciak się poprzebierał w różne ubrania i mam z głowy sesję na najbliższe tygodnie. Jeśli tendencja się utrzyma - jajecznica z patelni górą!
T.: Poproszę kaszę.
W.: Hmm. Sytym.
J.: Rośnie... przerażająco szybko...
sobota, 1 lutego 2014
4/52 Sunday Family Breakfast Project
Uwielbiam weekendy. I nawet nie dlatego, że mogę odpocząć. Wręcz przeciwnie - wszyscy są, wszyscy krzyczą, wszyscy czegoś potrzebują. I może właśnie dlatego, że nie mogę odpocząć - lubię weekendy...
Ostatnio sporo blogowych projektów pt. "Moje dzieci raz na tydzień w każdy tydzień". Chcę Wam zaproponować inną, choć inspirowaną zabawę - "Śniadanie w niedzielę. Każdą niedzielę". Dlaczego niedzielne i dlaczego śniadania?
Lubię niedzielny rozruch. Świąteczny, ale i spokojny. Celebrację posiłków, szczególnie po całym zabieganym dniu. Niedzielny plan nie jest napięty, nic nie trzeba, nic nie jest na już. A nawet jeśli jest - bardzo pilnuję spokojnych śniadań.
Projekt trudny. Ile wytrwam? Nie wiem. Na razie zakładam dobrą zabawę....
Tak wyglądało śniadanie w ubiegłą niedzielę.
T. i młoda J.
Ja i młoda J. też po śniadaniu :)
T. i naleśnik z miodem. Jak się okazuje do smarowania miodu idealnie pasuje trzonek widelca! Vivat kreatywność!
Z., który się ostatnio rozgadał i rozopowiadał. I nie mija mu faza "jajecznica z patelnica".
W tle choinka.... z wszelkimi możliwymi ozdobami dziecięcymi... Ubierali panowie. Esteci! Zasłaniać oczy! Ja już przywykłam... choć musiałam walczyć z chęcią rozebrania :)
Ostatnio sporo blogowych projektów pt. "Moje dzieci raz na tydzień w każdy tydzień". Chcę Wam zaproponować inną, choć inspirowaną zabawę - "Śniadanie w niedzielę. Każdą niedzielę". Dlaczego niedzielne i dlaczego śniadania?
Lubię niedzielny rozruch. Świąteczny, ale i spokojny. Celebrację posiłków, szczególnie po całym zabieganym dniu. Niedzielny plan nie jest napięty, nic nie trzeba, nic nie jest na już. A nawet jeśli jest - bardzo pilnuję spokojnych śniadań.
Projekt trudny. Ile wytrwam? Nie wiem. Na razie zakładam dobrą zabawę....
Tak wyglądało śniadanie w ubiegłą niedzielę.
T. i młoda J.
Ja i młoda J. też po śniadaniu :)
T. i naleśnik z miodem. Jak się okazuje do smarowania miodu idealnie pasuje trzonek widelca! Vivat kreatywność!
Z., który się ostatnio rozgadał i rozopowiadał. I nie mija mu faza "jajecznica z patelnica".
W tle choinka.... z wszelkimi możliwymi ozdobami dziecięcymi... Ubierali panowie. Esteci! Zasłaniać oczy! Ja już przywykłam... choć musiałam walczyć z chęcią rozebrania :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)









.jpg)













